niedziela, 4 czerwca 2023

Franciszek Borzym – 144 rocznica zgonu


W środowe popołudnie, 4 czerwca 1879 r., około godziny 15:00 w lesie nieopodal wsi Kazimierzów umarł mój praprapra(3)dziadek Franciszek Borzym.  

Co robił w lesie pod Kazimierzowem? Pracował, jak zapisano w akcie zgonu – „był na robocie”. Świadczy to o tym, że gospodarstwo rolne mojego przodka mieszczące się w Górach było niewystarczające, aby wyżywić dość liczną rodzinę, dlatego Franciszek był zmuszony wynajmować się do różnych prac, aby zarobić dodatkowe środki które mógł przeznaczyć na wyżywienie swojej rodziny. W tym przypadku zapewne najął się do wyrębu lasu czy innych prac związanych z gospodarką leśną. Jeśli Franciszek Borzym pracował w lesie i na skutek tej pracy zmarł to rodzi się pytanie czy 48-latek zmarł śmiercią naturalną czy może był to nieszczęśliwy wypadek przy pracy? 

 


 

Choć Franciszek Borzym mieszka w Górach parafii Jakubów, to jego akt zgonu spisano w parafii Kałuszyn. W obecnych czasach także zgłasza się zgon w USC na terenie, którego nastąpił ten zgon, jest to właściwość miejscowa.

Zgłaszającymi zgon mojego przodka u plebana kałuskiego byli Józef Szczęsny lat 43 i Stanisław Kościesza lat 36 obaj rolnicy z Gór. Podali oni, że Franciszek Borzym miał lat 48, był rolnikiem zamieszkałym w Górach, a w okolicach Kazimierzowie przybywała tylko w pracy w lesie, był synem Karola i nieznanej stawiającym z imienia matki, pozostawił po sobie owdowiałą żonę Mariannę z Bielińskich.

Przeprowadzona kwerenda potwierdza, że Franciszek w chwili śmierci był prawie 48-letnim chłopem, do dnia urodzin brakowało mu trzy miesiące z kilkoma dniami, gdyż mój przodek urodził się we wrześniu 1831 r. w Mieni parafii cegłowskiej

Franciszek Borzym w wieku niespełna 20 lat ożenił się z moją praprapraprapra(5)babką Marianną Bielińską córką Tomasza i Antoniny z Jankowskich, kowali z Kuflewa, Woli Rafałowskiej, Czarnogłowia, Łazisk, Aleksandrowa. Po ślubie, który odbył się 26 stycznia 1851 r. i którego rocznicę wspominaliśmy już na blogu >>>LINK<<<. Początkowo młode małżeństwo mieszkało w Aleksandrowie, a potem osiedlili się w Górach. W chwili śmierci Franciszka, jego żona Marianna miała 45 lat i pozostawała sama wraz prawie dorosłymi dziećmi na gospodarstwie 7,5 morgowym, położonym we wsi Góry. Franciszek osierocił następujące dzieci:

  • Stanisław mający lat 27
  • Julianna mająca lat 23, choć nie wiadomo czy wtedy żyła, bo nie znalazłam, ani jej aktu ślubu, ani zgonu
  • Anna mająca lat 19
  • Jan – mój prapra(2)dziadek mający zaledwie lat 13
  • Józefa mający lat 10
  • i najmłodszy Józef, który miał 7 lat, ale podobnie jak w przypadku Julianny, ślad po Józefie się urywa i nie wiem czy ożenił się i kiedy zmarł.

Już po śmierci ojca, w 1888 r. zmarła Józefa, mająca lat 19 (w akcie wpisano wiek 17 lat). Czym była spowodowana śmierć młodej dziewczyny? Pewnie tego już się nie dowiemy. Z przeprowadzonych badań wiem, że w kolejnych pokoleniach potomków Franciszka i Marianny Borzymów zdarzały się takie przypadki, w których umierały już niemalże dorosłe dzieci. Pozostałe dzieci przeżyły i założyły własne rodziny, ale było to już po ich osieroceniu przez ojca, a więc wyprawienie wesel spadło na barki samych młodych jak i owdowiałej matki, która do końca życia pozostała wdową.

W 1885 r. ożenił się najstarszy Stanisław mając już 32 lata i będąc po odsłużonej służbie wojskowej. Pojął za żonę Annę z Zawadzkich, córkę Grzegorza i Tekli z Wysockich, zamieszkałych w Aleksandrowie. Anna w wieku 35 lat, w 1895 r. wyszła za mąż za 30-letniego Józefa Gliwińskiego z Lubomina syna Pawła i Tekli z Jankowskich. Mój prapra(2)dziadek Jan mając blisko 30 lat ożenił się w 1896 r. z 23-letnią Aleksandrą Lech z Rudki, córką Jana i Marianny ze Standziaków i po ślubie najpierw zamieszkał w Rudce, gdzie na świat przyszła moja prababka Helena, a później wrócił z rodziną do Gór, ale ostatecznie wyprowadził się do wsi Mingosy w parafii Oleksin, gdzie urodziło się rodzeństwo mojej prababki. Jan wyprowadzając się zabrał ze sobą matkę Mariannę, która dożyła sędziwego wieku 81 lat i zmarła w Mingosach w 1915 r.

 

 

Kazimierzów – wieś w okolicach której, w lesie zmarł mój przodek, choć ja skłaniam się do tego, że był to nieszczęśliwy wypadek przy pracy, to osada przemysłowa położona przy gościńcu z Kałuszyna do Jakubowa. Wieś ta od zawsze należała do dóbr Kałuszyn, a co za tym idzie także do parafii kałuskiej. Między Kazimierzowem, a Przytoką i Marianką biegnie historyczna granica oddzielająca ziemię liwską od ziemi czerskiej. W dokumentach parafialnych Kazimierzów występuje już w końcu XVIII w. jako Kaźmierzów Taberna i Cegielnia. W połowie XIX w. wieś zapisana jest jako Kaźmierzów Taberna, a już od 1869 r. jako Kazimierzów. Wieś ta była wsią włościańską, nie było w niej osiadłej szlachty jak w innych wioskach parafii Kałuszyn. W 1827 r. w Tabelli miast, wsi, osad, Królestwa Polskiego w Kazimierzowie był jeden dom, w którym mieszkało 6 osób. Mapa West Gallicien z początków XIX w, wskazuje na maleńką osadę Kazimierzów położoną przy drodze z Kałuszyna do Przytoki, wśród lasów, bez niemalże nie wykarczowanego terenu, który mógłby służyć do uprawy roli. Skrót W.H. świadczy o tym, że Kaźmierzowie znajdowała się karczma, albo inaczej w tym miejscu znajdowała się tylko karczma, to pokrywałoby się z jednym domem i sześcioma mieszkańcami, o których mowa w Tabeli miast, wsi i osad Królestwa Polskiego. Mapa Kwatermistrzowska z 1838 r. wskazuje już na mały teren wykarczowany w obrębie osady. 

 

 

 

W 1867 r. gdy dobra Kałuszyn były częściowo rozlokowywany, tj. dzielone na osady i wystawiane na sprzedaż to także osada fabryczna w Kaźmierzowie podlegała sprzedaży. W fabryczce tej wyrabiano kafle i inne wyroby gliniane, stąd też zapis z końca XVIII w. świadczący o cegielni w tej wsi, mógł mieć na myśli wytwórnie kafli, w tym kafli ozdobnych, a nie cegielni jako takiej. Wśród zdunów i fabrykantów kafli zamieszkałych w Kazimierzowie w latach 60. XIX w. można spotkać takie osoby jak: Kacper Kisieliński, Karol Orłowski, Józef Orłowski, Leon Orłowski, Wojciech Kejzling, Maksymilian Urbanowicz, Wojciech Tasze lub Tache, Juliusz Blumenau z żoną Anną Karoliną Schreiter, Konstanty Kwiatkowski, czy Julian Kwiatkowski.

Widać także, że fabrykanci kafli stanowili zamkniętą społeczność – zawiązywali przyjaźnie, czy małżeństwa wśród swoich współpracowników. Także na chrzestnych swoich dzieci brali innych fabrykantów. Zamkniętość tego społeczeństwa była także spowodowana napływem tej ludności do danego miejsca. Ludzie nowi we wsi zazwyczaj trzymali się razem ze sobą i jednocześnie oddzielnie od rdzennych mieszkańców osady. Trzeba pamiętać, że tacy fabrykanci byli elitą wiejską, podobnie jak młynarze czy kowale. Cieszyli się szacunkiem i poważaniem zwykłych włościan. Posiadali nie tylko umiejętności niezbędne do swoje pracy, ale także byli to ludzie umiejący pisać i czytać, co widać, chociażby pod metrykami chrztów czy ślubów w postaci podpisów. 

 

 

Wśród chrzestnych, nie rzadko dwóch par dla jednego dziecka występują takie osoby jak: Albert Tache, Samuel Damm, Katarzyna Damm, zapewne żona Karola Damma, także zduna (co ciekawe ich syn Edward w akcie ślubu ma wpisane miejsce urodzenia Wiedeń), Wilchelmin Spizer, Wilhelmina Orłowska czyli żona Leona Orłowskiego czy Emilia Bek.

Udało mi się ustalić kilka podstawowych danych o niektórych fabrykantach z Kazimierzowa:

Kacper Kisieliński pochodził ze wsi Świniary w parafii Mokobody był synem Kazimierza i Katarzyny z Susków szlachciców cząstkowych, w chwili ślubu był czeladnikiem zduńskim. Jego małżonką była Franciszka Kania urodzona w Woli Kamiennej, córka Michała i Rozalii, w chwili ślubu była już sierota, która przebywała na służbie w Kazimierzowie, tam też zapewne młodzi się poznali.

Zdunami z Kazimierzowa była też cała rodzina Orłowskich – ojciec Karol i dwóch synów: Józef i Leon. Żoną Karola była Agnieszka z Zalewskich. Józef Orłowski urodził się w Warszawie, zaś Leon w Rudzipninie? (gdziekolwiek to jest, być może alegata do ślubu wyjaśniła by jak naprawdę i gdzie dokładnie wieś urodzenia Leona się znajdowała). Na początku II połowy XIX w. rodzina ta przeniosła się do Przytoki, a ojciec podjął pracę w Kazimierzowie, to też i synowie poszli w jego ślady i zostali czeladnikami zduńskimi. Józef ożenił się z sierotą Apolonią Linde panną z Augustopola, córką Bogusława i Anny z domu Jakuke, służącą zamieszkałą w Kazimierzowie. Zaś Leon z Wilhelminą Feil urodzoną w Rudkach w powiecie konińskicm, a w chwili ślubu służącą w Przytoce, córką zmarłych Jakuba i Ernestyny z Sztofów małżonków Feil włościan.

Wojciech Kejzling, z którego nazwiskiem pisarze aktowi mieli nie mało problemów, urodził się w mieście Restenburk w Królestwie Pruskim jako syn Karola i Wilhelminy z Hennanów. W chwili ślubu z Marcjanną Strak, mieszkał w Kazimierzowie i była fabrykantem wyrobów zduńskich. Jego żona była córką Tomasza, szklarza spod Stanisławowa i Marcjanny z Natofów, urodzoną i zamieszkałą przy matce, bo ojciec zmarł przed jej ślubem, w Janowie. Wojciech Kejzling zmarł w Kazimierzowie w 1874 r.

Maksymiliaqn Urbanowicz pochodził z Krotoszyna, miasta w Księstwie Poznańskim, gdzie mieszkał z rodzicami Janem i Konstancją z Markiewiczów, a po ich śmierci trafił do Kazimierzowa i pracował w tutejszej fabryce kafli jako zdun. Tu też ożenił się z panną Antoniną Marszałkowską córką Marcina i Marcjanny z Zalewskich gajowych z Kazimierzowa, urodzoną we wsi Jurki.

 

 

Jak widać mała osada Kazimierzów, otoczona lasami była ważnym ośrodkiem przemysłowym na pograniczu ziemi liwskiej i czerskiej. Wygląda na to, że czasie gdy Franciszek Borzym konał pod Kazimierzowem, fabryka kafli już wówczas nie funkcjonowała. 

 


 

 

 

 

 

 

Źródła:

Kurier Warszawski nr 279 z 13 grudnia 1867 r.

Tabella miast, wsi, osad, Królestwa Polskiego, tom 1 z 1827 r.


Franciszka z Bayszczaków Bielińska – 187 rocznica zgonu


W nocy z piątku na sobotę, dwie godziny po północny, 4 czerwca 1836 r. w Kuflewie zmarła Franciszka z Bayszczaków Bielińska, mająca 60 lat – moja praprapraprapra(5)babcia.

 


 

Zapewne po niedzielnych nieszporach, 5 czerwca 1836 r. u proboszcza księdza Pawła Wnorowskiego stawił się Maurycy Bielański lat 37, syn zmarłej, gospodarz zamieszkały w Kuflewie wraz z Gabryelem Troianowskim lat 45, gospodarz z Bud Kuflewskich i oświadczyli, że w Kuflewie dnia poprzedniego, w nocy zmarła Franciszka z Bayszczaków Bielińska lat 60 mająca, żona Kazimierza Bielińskiego.

Na pewno zwróciliście uwagę na nazwisko syna zmarłego – Maurycy został zapisany jako Bielański, a cztery wersy niżej moja praprapraprapra(5)babka zapisana jest jako Bielińska… Z takimi obocznościami w nazwiskach genealog spotyka się na co dzień, to taki nasz chleb powszechny. Przy okazji rocznicy ślubu Franciszki i Kazimierza, którą świętowaliśmy 27 stycznia >>>LINK<<< zamieściłam tabelkę z wypisanymi dziećmi jakie zostały poczęte z tego związku i zapisane w księdze ochrzczone parafii kuflewskiej. Z dziesiątki dzieci, piątka została zapisana jako Bilińska/i czwórka jaki Bieleński oraz jedna z córek jako Bileńska. Tak więc widać, że oboczności przy nazwisku tej rodziny to nic nadzwyczajnego. Mąż Franciszki – Kazimierz został ochrzczony jaki Bielawski, a żenił się jaki Bieliński, co nie przeszkadzało mu zgłaszać swoje dzieci jako Bilińscy czy Bieleńscy. Młodsze pokolenie moich przodków, myślę tu o synu Franciszki i Kazimierza – Tomaszu, funkcjonowało już pod nazwiskiem Bieliński.

Czym spowodowane były takie oboczności?

  • Po pierwsze brakiem dowodu osobistego, którym zgłaszający się do kancelarii parafialnej mógł się wylegitymował przed sporządzeniem aktu. Dziś także zdarza się, że nasze nazwiska są przekręcane, a nawet jeśli nie przekręcane to pisane z błędem „ortograficznym”, np. pod Kałuszynem funkcjonują dwie rodziny Gójskich z tym, że jedna używa nazwiska Gójska/i przez „ó”, a druga Gujska/i przez „u” i często zdarza się, że przedstawiciele obu tych nazwisk są zapisywani w błędnej formie i zamiennie ze sobą.
  • Po drugie chłopi, w wiekach przeszłych, nie potrafili czytać i pisać, toteż nie umieli znaleźć błędy w zapisie nazwiska w księdze metrykalnej. Umiejętność pisania i czytania posiadali księża, organiści, urzędnicy, część szlachty, szczególnie tej zamożniejszej. Jednym słowem ludzie na stanowiskach, mający pewną pozycje społeczną i przede wszystkim majątkową. Do tego dochodzi jeszcze pytanie czy chłopom zależało, aby ich dane osobiste zostały zapisane poprawnie? Dziś wiemy, że błąd w nazwisku czy imieniu powoduje wiele trudności natury prawnej czy nawet informatycznej – ktoś zapisze nasze nazwisko z błędem i system już nie odszuka.
  • Po trzecie skrybowie sporządzający metrykalia zapisywali nazwiska z tzw. słuchu, a więc jeśli przychodzący do kancelarii seplenił, mówił gwarą, nie miał przednich zębów czy był pod wpływem gorzałki, bo cieszył się z narodzin potomka, to pisarz aktowy nie zawsze zrozumiał i zapisał nazwisko stawiającego się w takiej formie w jakie powinien to uczynić.
  • I po czwarte, genealodzy często korzystają z duplikatów akt, czyli drugiego egzemplarza, który był przepisywany z unikatu, albo na bieżąco, albo na koniec każdego roku. Duplikat jest łatwiej dostępny bo początkowo trafiał do archiwum hipotecznego porowadzonego przez miejscowy Sąd Pokoju, później w części (młodsze roczniki) do Urzędów Stanu Cywilnego i w ostateczności do Archiwum Państwowego, gdzie obecnie są gromadzone i podlegają szeroko zakrojonej akcji digitalizacji. Na postawie ustawy z 14 lipca 1983 r. o narodowym zasobie archiwalnym i archiwach duplikaty akt metrykalnych znajdujące się w archiwach państwowych są udostępniane, co do zasady, wszystkim i bez ograniczeń. Zaś unikaty ksiąg metrykalnych były archiwizowane na parafiach i dopiero w ostatnich latach wiele diecezji postanowiło przenieść te źródła genealogiczne do własnych archiwów kościelnych, które nie podlegają ustawie o narodowym zasobie archiwalnym i dostęp do nich jest różny w różnych diecezjach. Genealodzy mówiąc o archiwach kościelnych używają często sformułowania „państwo w państwie”, choć w ostatnim czasie także instytucje kościelne otwierają się na współprace z genealogiami, ale nie jest to proces globalny, a raczej jednostkowy i każda diecezja podejmuje lub nie, taką współpracę indywidualnie, dlatego część z ksiąg metrykalnych w unikacie jest niedostępna i być może jeszcze na długie lata nie będzie dostępna… To były taka przy długa dygresja na temat duplikatów i unikatów oraz ich dostępności, a teraz wróćmy do oboczności nazwisk związanych z dwiema kopiami ksiąg metrykalnych. Mogło się tak zdarzyć, że podczas przepisywania aktu z unikatu do duplikatu powstał błąd i nazwisko zostało tylko w duplikacie źle zapisane, albo źle odczytane w oryginale i w konsekwencji zapisane z błędem na kopii. Ratunkiem w takiej sytuacji jest dotarcie także do unikatu danego aktu i sprawdzenie wersji danego nazwiska w pierwotnej wersji aktu – czyli dotarcie do źródła. Warto pamiętać, że czasem pierwotną wersją aktu nie jest nawet unikat, a raptularz, czyli swoisty brudnopis księdza z którego po pewnym czasie skryba przepisywał aktu do księgi unikatów, a później tworzył z niej księgę duplikatów.
  • Nie zapominajmy także o tym, że my jako genealodzy możemy popełnić błąd w odczycie nazwiska sprzed 100, 200, 300 laty. Pomyłka ta może być spowodowana wyblakłym tuszem, uszkodzoną kartą, kleksem zalewającym litery, okropnym charakterem pisma, który bardziej przypomina egipskie hieroglify, niż polskie litery czy słabej jakości zdjęciem cyfrowym, bo przecież dzięki dobie Internetu, genealog usiadł na kanapie i na niej siedzi dostając skrzywienia kręgosłupa i tracąc wzrok, zamiast uprawiać turystykę genealogiczną między archiwum, a archiwum, biegając od plebanii do plebanii, ale takie czasy, nic na to nie poradzimy. Dlatego zachęcam, żeby czasem wstać z tej kanapy i wybrać się na spacer chociażby na tak lubiany przez genealogów grobbing czy na podróż śladami przodków.

 

Ale wróćmy do Bielińskich, Bilińskich, Bielawskich, Bieleńskich i jaki ich tam jeszcze ksiądz zapisał na kartach ksiąg metrykalnych J

Zmarła 187 lata temu Franciszka, zgodnie z wiekiem podanym w akcie zgonu tj. 60 lat, urodziła się około 1776 r. Z aktu małżeństwa z Kazimierzem Bielińskim dowiadujemy się, że rodzicami Franciszki, a więc moimi prapraprapraprapra(6)dziadkami byli Tomasz i Franciszka z Łyziaków, więc poszukiwania aktu chrztu Franciszki należy rozpocząć od poszukiwania śladów jej rodziców.

Kwerenda w aktach metrykalnych parafii Kuflew ujawniła, że istniało w interesującym nas okresie – lata 70-80. XVIII w. małżeństwo Tomasz Bajszczak i Franciszka, a nawet mogło istnieć cztery takie małżeństwa i wszystkie zamieszkałe w Liwcu, bo w aktach występują dzieci urodzone z:

Tomasza Bajszczaka i Franciszki o nieznanym nazwisku panieńskim
* w 1774 r. – Helena
* w 1776 r. – Barbara

Tomasza Bajszczaka i Franciszki Jadamiak
* w 1780 r. – Longin Fidelis
* w 1783 r. – Alojzy Gonzaga Leon

Tomasza Bajszczaka i Franciszki Stachowicz
* w 1781 r. – Stanisław Józef
* w 1785 r. – Roch

Tomasza Bajszczaka i Franciszki Łyziak
* w 1788 r. – Scholastyka Apolonia, która była na 100% siostrą mojej praprapraprapra(5)babki Franciszki

Część z wyżej wymienionych dzieci zmarła, ale w ich aktach zgonu nie podano nazwiska panieńskiego matki, zapisano tylko że rodzicami był Tomasz i Franciszka:
        + w 1775 r. zmarła Helena mając półtora roku
        + w 1788 r. zmarła Barbara mając 12 lat
        + w 1788 r. zmarł także Alojzy Leon mając 5 lat
        + w 1789 r. zmarł Longin Fidelis mając 10 lat.

Teraz pozostaje tylko ustalenie ile rodzin Bajszczaków gdzie ojciec miał na imię Tomasz, a matka Franciszka mieszkało w Liwcu w końcówce XVIII w. Według mojej opinii była to jedna rodzina, ale potwierdzić to lub wykluczyć może tylko dalsza i to bardzo dogłębna kwerenda.

 

Nazwisko Bajszczak w parafii Kuflew pojawia się już w I połowie XVIII w. i jest uznawane za jedno ze starszych na tym terenie, a co ciekawe funkcjonujące, aż do dziś. Zgodnie z indeksami zamieszczonymi na Genetece pierwszy raz w księgach ochrzczonych nazwisko to występuje w 1743 r. w akcie chrztu Marianny Bajszczak córki Szymona i Barbary z Małej Wsi. Rodzina ta między 1746 r., a 1748 r. przeniosła się z Małej Wsi do Liwca. Zaś w Małej Wsi pozostała inna rodzina Bajszczaków – Wawrzyniec i Katarzyna, którym przez lata rodziły się w tej wsi dzieci. Co ciekawe obie te pary miały synów Tomaszów – w 1746 r. urodził się Tomasz z Szymona i Barbary, a w 1755 r. z Wawrzyńca i Katarzyny. Do końca XVIII w. Bajszczakowie zamieszkiwali również w Ruszczyźnie, Sokolniku, Guzewie, Kuflewie i Kołaczu. Wśród indeksów do metryk zgonów, najstarszą metryką zgonu wystawioną na przedstawiciela rodu Bajszczak należała do 50-letniego Andrzeja zmarłego w 1740 r. w Małej Wsi, zaś w 1751 r. w Liwcu zmarł Szymon, zapewne mąż Barbary, o którym była mowa przy okazji aktów chrztów, miał on 36 lat. Tomasz Bajszczak, zapisany w metryce jako Bayszczak zmarł w 1822 r. – był to mąż Petroneli Domańskiej, miacy 60 lat, tak więc to  raczej nie był mój przodek, gdyż ten był mężem Franciszki, a nie Petroneli. Inni Tomaszowie Bajszczakowie zmarli dopiero w II połowie XIX w. czyli także nie mogli być moimi prapraprapraprapra(6)dziadkami. Akty małżeństwa nie sięgają tak głęboko w XVIII w. jak urodzenia czy zgonu, a to z uwagi na to, że z lat 1735-1767 brakuje zachowanych metryk ślubnych. Najstarszy akt małżeństwa przedstawiciela rodziny Bajszczaków, ujawniony w indeksach na Genetece to akt ślubu Agnieszki Bajszczak córki Wawrzyńca i Katarzyny z Józefem Pajdo synem Wojciecha i Marianny, który miał miejsce w 1779 r. W 1781 r. odbyły się dwa śluby, jeden po drugim wnuka i wnuczki Zofii z Bajszczaków zamężnej za Piotrem Gałązką – mieszkańców Liwca. W 1781 r. także ślubowali moi inni przodkowie – Błażej Kończa i Elżbieta Rymarczyk vel Szydłowska, będąca córką Anastazji z Bajszczaków, której rodziców nie udało mi się jak dotąd ustalić. Aktu ślubu Tomasza Bajszczaka ani z Franciszką, co wskazywałoby na prawdopodobnie na akt ślubu moich przodków, ani z Petronelą Domańską, czyli tego Tomasza, którego akt zgonu odnalazłam, nie udało się odszukać.

 

Nauczona praktyką oboczności nazwisk, której namiastkę mieliśmy przy rodzinie Bielińskich, przeszukałam bazę Geneteki jedynie przez parę Tomasz i Franciszka, bez podawania ich nazwisk i odnalazłam! domniemany akt ślubu mojej prapraprapraprapra(6)babki Franciszki Łyziak z … no właśnie z Tomaszem, ale nie Bajszczakiem, a Zawiską. Czy to oznacza, że nazwisko Bajszczak wcześniej funkcjonowało jako Zawiska? Akt ślubu zawarty między Tomaszem Zawiską, a Franciszką Łyziak pochodzi z 1772 r., państwo młodzi byli stanu wolnego, a więc kawaler i panna, a Franciszka pochodziła prawdopodobnie z Guzewa, bo z takim nagłówkiem został zapisany akt. Aktualnie czekam na skan metryki z ADW-P J.

 

Nazwisko Zawiska funkcjonuje w parafii kuflewskiej przynajmniej od lat 30/40. XVIII w. – w 1739 r. został ochrzczony Tomasz, którego nazwisko zapisano „Witek czyli Zawiska”, syn Jakuba i Petroneli. Kolejne chrzty w rodzinie Zawiska to chrzest z 1748 i 1750 r. dzieci z Małej Wsi – ochrzczonych jako Franciszka i Maciej, których rodzicami byli Wawrzyniec i Katarzyna – czy to nie przypadkiem ci sami, których wspominałam przy okazji poszukiwania najstarszych metryk chrztu z rodziny Bajszczaków… W Liwcu mieszkała w połowie XVIII w. także rodzina Szymona i Barbary Zawisków, co znów nasuwa skojarzenie z Szymonem Bajszczakiem i jego żoną Barbarą. Dalsze poszukiwania wśród rodziny Zawisków ujawniły chrzest Franciszki Zawiska w 1773 r. jako córki Tomasza i Franciszki z Liwca i tu powstaje pytanie czy, aby nie jest to chrzest mojej przodkini, nawet wiek mniej więcej się zgadza. W jej metryce zgonu zapisano, że miała lat 60, a gdyby urodziła się w 1773 r., miała by 63 lata – trzy lata to żadem błąd w wieku podanym do aktu zejścia.

 

Zaś nazwisko panieńskie matki Franciszki, której śmierć dziś wspominamy – Łyziak jest obecne w metrykaliach kuflewskich także od I połowy XVIII w. W aktach chrztu pojawia się w 1734 r. przy okazji chrztu Marianny córki Tomasza i Ewy Łyziaków z Małej Wsi. Niestety aktu chrztu Franciszki Łyziak nie odnalazłam, ale z tego co widzę w I połowie XVIII w. funkcjonowały dwie rodziny Łyziaków pod Kuflewem – wspomniany Tomasz i Ewa, którzy z Małej Wsi przenieśli się potem do Guzewa, oraz Szymon i Helena – ci co prawda występują tylko raz, ale od razu w Guzewie. Mniej więcej w połowie XVIII stulecia w Guzewie mieszkały jeszcze dwie inne rodziny Łyziaków – Michał i Magdalena, oraz Wawrzyniec i Agnieszka z Kamińskich. Występuje także Szymon i Magdalena, ale być może chodzi tu o wcześniej wspomnianą rodzinę Szymona i Heleny… Mając na uwadze, że ślub Franciszki Łyziak i Tomasza Zawiski został zapisany pod nagłówkiem Guzew można przyjąć, że któreś z wyżej wymienionych małżeństw Łyziaków to rodzice mojej przodkini i tym samym moi przodkowie. Tak więc czeka mnie jeszcze kwerenda oparta na metrykaliach, aby zweryfikować to co udało mi się ustalić na podstawie indeksów na Genetece.

 

 

Podsumowując powyższe rozważania moja praprapraprapra(5)babka Franciszka z Bajszczaków Bielińska zmarła 4 czerwca 1836 r., 27 stycznia 1793 r. wyszła za mąż za Kazimierza Bielińskiego (zapisanego w akcie jako Bilińskiego). Na podstawie aktu ślubu dowiadujemy się, że była córką Tomasza i Franciszki z Łyziaków małżonków Bajszczaków. Aktu urodzenia Franciszki Bajszczak nie odnalazłam. Aktu śluby Tomasza Bajszczak i Franciszki Łyziak nie odnalazłam. Za to znalazłam w 1772 r., akt ślubu Tomasza Zawiski i Franciszki Łyziak, oraz akt chrztu z 1773 r. Franciszki Zawiska córki Tomasza i Franciszki. Czy Franciszka Zawiska córka Toamsza i Franciszki to późniejsza Franciszka Bajszczak córka Tomasza Bajszczaka i Franciszki z Łyziaków i żona Kazimierza Bielińskiego? Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze brak aktu urodzenia Tomasza Bajszczaka, brak aktu urodzenia Tomasza Zawiski, ale za to znalazłam akt urodzenia Tomasza „Witka czyli Zawiski”. Czy nazwisko Bajszczak „urodziło się” z nazwiska Zawiska, a to z kolei z nazwiska Witek? Nie udało się odnaleźć także zgonu Tomasza, zaś chyba udało mi się odszukać zgon jego żony Franciszki Bajszczakowowej zmarłej w 1829 r. wyrobnicy wdowy po Tomaszu Bajszczaku urodzonej w Guzewie z Michała Judamiaka i Magdaleny… Jeśli się potwierdzi, że Franciszka była córką Judamiaków, Jadamiaków, Adamiaków, a nazwisko Łyziak to kolejna zmiana nazwiska w tej rodzinie to wówczas będzie można wspominane na początku rozważań cztery małżeństwa Tomasza i Franciszki w Liwcu złączyć w trzy, łącząc Tomasza Bajszczaka i Franciszkę Łyziak z Tomaszem Bajszczakiem i Franciszką Jadamiak w jedną i to samo małżeństwo. Za dużo tych znaków zapytania, za dużo tych zmian nazwisk i za dużo tych przypuszczeń…

 

Choć takie historie jak ta powyżej rodzi wiele problemów, niejasności, niepewności i dezorientacji to właśnie za to lubię genealogię ❤. Za te śledztwa, za to dopasowywanie skrawków puzzli, za to główkowanie i szukanie poszlak. Przędza życia naszych przodków jest czasem grubą i trwałą nicią po której da się „jechać” jak po autostradzie, a czasem jest cienką niteczką, który rwie się co chwila i potem trzeba długo szukać jej początku, by zacząć od nowa przędzenie.