czwartek, 6 kwietnia 2023

Krystyna Nowicka – 185 rocznica śmierci

 

W piątkowy poranek, 6 kwietnia 1838 r., o godzinie 8:00 zmarła w Janowie moja praprapraprapra(5)babka Krystyna z Oyrzaków Nowicka.

 

W sobotę, godzinę po południu, w kancelarii parafialnej w Mińsku stawili się dwaj włościanie z Janowa – Błażej Szczęsny mający lat 36 i Wojciech Szymończyk lat 40 liczący aby zgłosić, że w ich wsi, poprzedniego ranka, zmarła Krystyna z Oyrzaków Nowicka – wdowa, wyrobnica w Janowie zamieszkała, mająca lat 70. 

 


 

Krystyna z Oyrzaków Nowicka była wdową po zmarłym w 1833 r. w Dębem Małym należącym do parafii Okuniew, Karolu Nowicki, którego poślubiła w 1810 r. – ich rocznica ślubu była wspominana tu na blogu w dniu 21 stycznia >>>LINK<<<.

Krystyna po śmierci męża opuściła wieś Dębe Małe i przeniosła się do Janowa, gdzie od listopada 1832 roku mieszkała jej córka Marianna zamężna za Jakubem Szczapikiem. Zapewne do u nich kątem zamieszkała Krystyna i aby mieć z czego żyć najmowała się do pracy u obcych, stąd zapisano w jej akcie zgonu, że była wyrobnicą. Często owdowiałe kobiety, które miały już dorosłe dzieci szły na wyrobek, wszak instytucja babci nie była tak bardzo potrzebna jak dziś, bo matka dzieci pozostawała w domu i zajmowała się obejściem oraz ogniskiem domowym wychowując przy tym swoje potomstwo, czasem poświęcając im za mało czasu. To dziś młode matki wracają do pracy zawodowej, która często jest tak absorbująca, że nie są w stanie zaprowadzić i odebrać swoich pociech ze żłobka czy przedszkola i tu sprawdzają się rewelacyjnie babcie, o ile same jeszcze nie pracują zawodowo. Trzeba pamiętać, że w XIX w. emerytur nie było i aby mieć z czego żyć nawet starzy ludzie musieli pracować, nie zawsze dzieci były w stanie utrzymać swoich starych, spracowanych i nierzadko schorowanych rodziców.

Czy któreś z dzieci Karola i Krystyny pozostało w Dębem Małym… Trudno powiedzieć, parafia Okuniew do której ta wieś należała (dziś nie istnieje, to teren poligonu wojskowego między Rembertowem, a Sulejówkiem) jest dość słabo zindeksowana, wygląda na to, że z I połowy XIX w. nie zachowały się duplikaty akt metrykalnych, dlatego nie ma ich w archiwum państwowym, jedynie unikat jest przechowywany w archiwum diecezji warszawsko – praskiej, ale aby przeprowadzić dogłębną kwerendę należy udać się na Ratuszową i przejrzeć okuniewskie księgi z tego okresu, a na to na razie nie pozwala mi czas, a więc może kiedyś ;), wszak genealogia to niekończąca się opowieść. 

 

 

środa, 5 kwietnia 2023

Jan Woycicki – 182 rocznica śmierci

 

W Mistowie, gnieździe rodzinnym Wójcickich, zmarł 5 kwietnia 1841 r. o godzinie 14:00 mój prapraprapra(4)dziadek Jan Woycicki.

Jak na gniazdo rodowe przystało, zgon mojego przodka zgłaszali dwaj Woyciccy – Jakub lat 55 mający i Jan lat 60 włościanie w Mistowie zamieszkali. Nie jest tak łatwo określić stopień pokrewieństwa między zgłaszającymi, a zmarłym, mogli to być bracia, Jakub mógł być bratem rodzonym, a Jan bratem stryjecznym, z uwagi na to że nosił takie samo imię co zmarły. Choć spotkałam się z sytuacją gdzie dwoje dzieci z tych samych rodziców nosiło to samo imię i nie mówię tu o sytuacji gdzie młodsze dziecko otrzymywało imię po starszym, zmarłym dziecku, mam na myśli przypadek gdzie i jedno i drugie dziecko dożyło wieku dorosłego i założyło własne rodziny.

Zmarły Jan Woycik, jak zapisano w jego akcie zgonu, miał 41 lat, był wyrobnikiem zamieszkałym w Mistowie i był żonaty z Barbarą z Kowalczyków Woycicką, która pozostawił owdowiałą. 

 


 

W akcie zgonu Jan Woycicki jest określony jako wyrobnik co oznacza, że mógł nie posiadać własnego gospodarstwa, albo było ono na tyle małe, że nie było w stanie wyżywić rodziny i musiał się wynajmować do pracy u innych gospodarze, którzy to szukali dodatkowych rąk do pracy w obejściu lub w polu, aby utrzymać siebie, żonę i dzieci. Wyrobnikiem była osoba często niewykwalifikowana, choć trudno mówić o niewykwalifikowanym w rolnictwie chłopie, gdzie chłopi XIX w. znali się głównie na uprawie ziemi. Wyrobników zatrudniano często jedynie sezonowo, na wsiach głównie w rolnictwie, ale także w drobnym przemyśle czy rzemiośle, w miastach wyrobnikami byli robotnicy fabryczni rekrutujący się ze wsi, który jeszcze nie znali się na tej pracy, lub pracownicy zatrudniani w transporcie i drogownictwie. Jednym słowem wyrobnik było to dzisiejszy robotnik dniówkowy. Nazwa rozpowszechniła się na ziemiach polskich w połowie XIX w. i była używana w znaczeniu pejoratywnym. Pod względem zarobków wyrobnicy stali bardzo nisko w hierarchii społecznej. Często na wyrobek szli ludzie starsi, którzy przekazali już swoje gospodarstwo dzieciom, a sami chcąc zarobić do zapewnionego przez dzieci wycugu najmowali się do pracy. W przypadku mojego prapraprapra(4)dziadka Jana raczej skłaniałabym się do tego, że miał małe, niewystarczające do wyżywienia rodziny, gospodarstwo lub nie miał go wcale, stąd był wyrobnikiem.

 

Jan Woycicki przeżył ze swoją żoną 20 lat, ich ślub odbył się 4 marca 1821 r. co wspominałam tym postem >>>LINK<<<. Owdowiała Barbara przeżyła bez męża, aż 36 lata, nie wyszła powtórnie za mąż. Z tego co udało mi się ustalić Jan osierocił przynajmniej trójkę dzieci – Mariannę mającą lat 18, Antoniego mającego lat 14 i Stanisława mającego lat 13. 

 

 

sobota, 1 kwietnia 2023

Katarzyna Urbaniak – 211 rocznica urodzin

W środę 1 kwietnia 1812 r., o godzinie 7:00 rano w Zawodzie w domu pod numerem jedenastym urodziła się Katarzyna Urbaniak – moja prapraprapra(4)babcia.

Józef Urbaniak 27-letni włościanin osiadły na gospodarstwie we wsi Zawoda w dniu 1 kwietnia 1812 r., o godzinie 15:00, przyniósł do proboszcza kałuszyńskiego, swojego imiennika, Józefa Gąsiorowskiego zaledwie ośmiogodzinną córeczkę, proszą o jej chrzest. Matką dziecka była małżonka Urbaniaka – Apolonia z Pieńkowskich, której zapisano także 27 lat. Dziewczynka otrzymała imię Katarzyna. Akt urodzenia został spisany w obecności Franciszka Chromińskiego lat 60 i Macieja Rycielskiego lat 26, obaj mężczyźni byli rolnikami stanu włościańskiego i zamieszkiwali na gospodarstwie w Zawodzie. 

 


 

Moja prapraprapra(4)babka urodziła się w Prima Aprilis czyli dzień żartów, który dosłownie tłumaczy się jaki pierwszy dzień kwietnia. Czy nasi przodkowie mieli w zwyczaju świętować ten dzień pełen psot i figlów?

Prima aprilis to pradawne święto, było popularne już w średniowieczu. Niektórzy wiążą go nawet ze starożytnością. Kojarzone jest z rzymskim zwyczajem święta Carialii obchodzonym na początku kwietnia ku czci bogini Ceres, patronki wegetacji i urodzaju. Grecy zaś kojarzą ten dzień z mitem o Demeter i Persefonie, bo gdy Demeter poszukiwała porwanej do Hadesu córki kierowała się echem głosu córki, ale echo ją zwiodło.

Do Polski zwyczaj obchodzenia Prima Aprilis przywędrował w epoce nowożytnej, prosto z Europy Zachodniej, konkretnie z Niemiec. W XVII w. był już uznawany za dawną modę – polski poeta Wacław Potocki pisał wówczas, o tym dniu tak: „Prima Aprilis, albo najpierwszy dzień kwietnia. Do rozmaitych żartów moda staroletnia”. Pierwszego kwietnia opowiadano zmyślone historie, robiono przeróżne dowcipy. Dzień ten uważano na tyle nie poważny, że powstrzymywano się w nim od robienia ważnych rzeczy.

Dla rodziny Urbaniaków, a tak naprawdę Urbanów, bo Urbaniak to nic innego jako określenie syna Urbana, 1 kwietnia 1812 r. był to dzień radosny – Apolonia szczęśliwie powiła córeczkę, którą Józef niemal natychmiast ochrzcił.

 

Katarzyna w wieku niespełna 18 lat, w 1830 r., wyszła za mąż za mojego prapraprapra(4)dziadka Filipa Nowickiego - ich ślub wspominaliśmy 31 stycznia >>>LINK<<<. Zmarła przed mężem, w 1853 r. - 170 rocznica miała miejsce 5 stycznia >>>LINK<<<. Po śmierci żony, Filip szybko ożenił się powtórnie, z wdową Salomeą Zbroch. Zmarł 16 lat po mojej prapraprapra(4)babci.